Daria Latała: O sezonowości

Daria Latała: O Sezonowości
Total
0
Shares

Param się rzemiosłem, nie chce być inaczej. W polu robię (teraz jakby mniej), bo zimą robię też w piwniczce, cieplarce, spiżarce i w chłodni. W garażu i w stodole. I w kuchni. 

Cóż to za rzemiosło? Zapytacie Państwo – mam nadzieję – chętni na zapoznanie się ze mną i z moją robotą.
Rolniczką jestem. 

I z tym rolniczym rzemiosłem wiąże się pojęcie, które cały mój tryb pracy stara się zawrzeć w jednym słowie:

SEZONOWOŚĆ.
To trudne słowo, to słowo mnie boli. Z kilku powodów.

Po pierwsze (mniej oczywiste):
Sezonowość to pojęcie bardzo wypaczone, zatarte, nietrafne i złudne.
Maluje nam przed oczami czereśnie w czerwcu, a tu się okazuje, że są też czereśnie majówki (spokojnie, o cenach też sobie porozmawiamy, innym razem, jak się już lepiej poznamy i mnie Państwo choć trochę polubią, żeby mnie od razu nie zlinczować, a może i doczytać i wejść w polemikę) i nie są niczym pędzone, bo popędzanie czereśni nic nie da, jak nie ma słońca, to i z oprysku czereśnia magicznie się nie narodzi. Ale to było długie zdanie. Nie wiem czy konstrukcja poprawna. Zostawmy to.

Daria Latała: O Sezonowości

Tak samo jak nowalijki. Ach, ileż to razy przeszło Ci przez myśl: te pierwsze rzodkiewki, sałaty, to pewnie pędzone mają. Bez smaku to takie. I znów: popędzanie rukoli nic nie da, jak nie będzie odpowiedniej dobowej amplitudy temperatur. A pierwsza wiosenna i ostatnia jesienna rukola i rzodkiewka zawsze są mniej pikantne, sałata mniej wyrazista a cykoria mniej gorzka, niż te zebrane w słońcu. Wiosną i jesienią kiedy dzień jest krótszy, temperatury niższe, a ilość godzin słonecznych w ciągu dnia niewysoka, warzywa będą łagodniejsze w smaku ale bardziej soczyste i jędrne. No właśnie, jesienią…

Po drugie:
Wbrew pozorom, wiosna i jesień to podobne do siebie pory roku, jeśli chodzi o temperatury. Ale przyjęło się, że wiosną życie zaczyna się nowalijkami, a jesienią to już bardziej warzywa korzeniowe, kapustne, kiszonki, dynie – kończy się życie. Tak było, nasi dziadkowie nie mieli sprzętu, zaplecza, sił i mocy przerobowych, technologii, żeby jesienią siać nowalijki. Bo robili zapasy na zimę i musieli przygotować pole do zimowego odpoczynku, a zimy przychodziły znacznie wcześniej niż teraz.

Ten rok był rokiem, w którym przymrozek przyszedł w pole dopiero w połowie listopada. Zazwyczaj była to pierwsza połowa września. I to też daje możliwość uprawy warzyw dłużej. I to, że od zgromadzonych zapasów nie zależy przeżycie na wsi, bo można w zimie odśnieżoną drogą pojechać do sklepu samochodem. I wydłuża się ten sezon niemożliwie, rozciąga na cały rok. Pracuje się lżej, ale więcej.

Daria Latała: O Sezonowości

Po trzecie:
Są nowe udoskonalone odmiany warzyw, ziół, kwiatów jadalnych, które przetrwają gorsze warunki, niższe temperatury, mniejszą ilość godzin słonecznych w ciągu dnia i nadal dadzą fantastyczny plon. Bez popędzania. Taki, dajmy na to, szpinak olbrzym zimowy, czy sałata zimowa. A podejrzliwości w oczach kupującego nie ubywa (pewnie pędzone!).

Po czwarte:
I cóż, że ze Szwecji… importowane warzywa – nikt już do końca nie wie, z jakiego kraju pochodzą, bo procedery przepakowywania w polskie opakowania, zamieszanie oznaczeniowe w sklepach znane są ludzkości. Sezon na truskawki rozpoczynają zatem truskawki obcokrajowe udające polskie, rozciągając tym samym jego długość i wprowadzając mętlik i zakłopotanie kupujących, kiedy polskie truskawki się zaczynają i są droższe, niż te z importu.

Po piąte, najbardziej bolesne:
Sezonowość jest ściśle związana z pogodą. A ta jak wiemy, jest nieprzewidywalna. Dlatego jeśli miałabym opisać jednym słowem moją pracę, to byłoby to słowo nielubiane w pracy: niepewna. Miło byłoby móc zaplanować sobie prace, trzymać się harmonogramu, oszacować zyski, koszty i straty. Nie tutaj.

Tutaj masz ulewny deszcz, podczas którego nie zrobisz nic na polu; błoto po deszczu takie, że w pole nie wjedziesz traktorem, tylko taczkami albo naręcza nosisz (i schodzi, i się męczysz);
– albo deszcz rzęsisty a nie ulewny, to idziesz w pole ciąć kapustę (bo trzeba i zamówienie jest), a majtki mokre i kapie z nosa;
– albo przypiera upał po deszczu, zaparza sałaty i pak choi, a one gniją w kilka godzin;
– albo żar leje się z nieba już o 9:00 i jak nie zaczniesz zbierać przed świtem kwiatów cukinii, to potem się do zbioru nie nadają i papa.

Niespodziewany przymrozek, podtopienie, nawalny wiatr, susza… nic w rolnictwie nie jest pewne a wszystko od pogody zależne. Sezon jest na to, na co jest pogoda.

Cześć, mam na imię Daria i jestem rolniczką.
Miło mi tu z Państwem rozmawiać. Rozmawiam też na Instagramie @je_dynie, gdzie pokazuję m. in. to, o czym tu mówię.

Daria Latała
Latest posts by Daria Latała (see all)
Total
0
Shares
Daria Latała: O Kiszeniu Kapusty

Daria Latała: O kiszeniu kapusty

Piszecie Państwo, po zapoznaniu się z poprzednim felietonem, że dobry tekst a pióro lekkie. Tak lekkie, iż można…

Comments2

  1. Wincyj Darii i jej rolniczych opowieści:) cudownie posłuchać i dowiedzieć się czegoś jako mieszczuch od urodzenia bo prace w ogrodzie i domowa uprawa warzyw to jednak nie to samo co uprawa roli z której trzeba wyżyć

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *