Kulinarne podsumowanie 2025 roku w Krakowie

Franca
Total
0
Shares

Jakie nowe trendy kulinarne podbiły krakowskie podniebienia w 2025 roku i kto naprawdę namieszał na lokalnej scenie gastro? Co zyskaliśmy, a jakie restauracje zamknęły drzwi raz na zawsze? Co czeka krakowską gastronomię w nadchodzącym roku? Zapraszam na kulinarne podsumowanie 2025 roku w Krakowie! Komentują inspirujące osobowości z naszego foodowego świata: Marta Oberst, administratorka Krakowskich Wieści Spożywczych; Kalina Tyrkiel, krakowska foodieska, mój ulubiony głos młodego pokolenia, a zawodowo Content Designerka, trenerka UX writingu. Specjalnie dla nas wypowiada się też dziennikarz winiarski Kuba Janicki, zawodowo twórca wielu konceptów gastro, dyrektor kreatywny agencji Pierwszy Serwis. W tym roku do komentujących dołącza również Kati Płachecka, samozwańcza kronikarka dziejów krakowskiej gastronomii, twórczyni KrakowFood.pl.

Jaki był rok 2025 dla krakowskiej gastronomii?

Kati Płachecka: Dane pokazują, że w 2025 Kraków odwiedziło o pół miliona turystów więcej, niż w 2024. Przebiliśmy więc już dawno turystyczne statystyki, jakie notował Kraków przed pandemią. W teorii powinno być więc “dobrze”. W praktyce, mamy dość kruchy rynek i nadpodaż restauracji. Wiele z nich by upadło, gdyby kurek z turystami ponownie został zakręcony.
Za nami również kolejny rok w Krakowie, gdy gastronomii i kultury kulinarnej nie traktowało się poważnie, jako partnera budującego markę miasta. Czy wreszcie się tego doczekamy?
Dla mnie, jako konsumentki, 2025 to czas finansowej frustracji – ceny poszybowały w górę, więc nie brakowało oburzenia i wywracania oczami. Śniadanie za 70 zł od osoby stało się faktem, a zwykłe wyjście na kawę bije po kieszeni bardziej, niż w innych europejskich miastach. Myślę, że dla Krakowa był to rok jeszcze na popandemicznym rozpędzie i prawdziwa weryfikacja rynku dopiero przed nami. W 2025 otworzyło się dużo, zamknęło się też dużo, w tym naprawdę doświadczeni gracze.

Kalina Tyrkiel: Dla mnie, ale z obserwacji też dla wielu moich znajomych, to był rok doceniania sprawdzonych miejsc – takich, które nie tylko poziom trzymają, ale też ciągle się rozwijają. Ponad wszystko zaczynam sobie cenić konsekwencję w działaniu, zgrane zespoły, jak największą pewność, że gdy wezmę w jakieś miejsce gości, to będzie tak samo dobrze, jak ostatnio. To trudna sztuka, więc tym bardziej warto takie adresy doceniać. Całe szczęście, że Kraków ma ich sporo!

Kuba Janicki: Przeważnie jak flaki z olejem. A właściwie – flaki z matchą. Widać postępującą tiktokizację sceny gastro, miejscówki z każdej półki stają się do siebie bliźniaczo podobne, a nowe koncepty rzadko wynikają z czyjejś inspiracji, często zaś – z próby monetyzowania trendów. 
Na tym tle wyróżnia się „krakowska szkoła casual fine” – grupa szefów i lokali gotujących różnie, choć w podobnym stylu: Bufet, Kropka, Franca, Fama, Haust. To wyróżnienie pozytywne, choć nasycenie rynku tym typem kuchni także wydaje się bliskie.  

Marta Oberst: Lojalnie powiem, że obserwowałam gastronomię trochę z boku – mało jadłam, bo postanowiłam nie być jednak największą kucharą w Królewskim Mieście Krakowie, więc wiele mnie ominęło. Chodziłam też mniej po mieście, bo to, co jest mocno zauważalne, to fakt, że jest coraz drożej. Brunch na mieście przestał być „zwykłą środą”, a coraz częściej staje się wydarzeniem. Rosnące koszty prądu, gazu i towarów wpływają – co oczywiste – na to, ile musimy wydać na jedzenie na mieście. I chociaż jest to zrozumiałe, nie dziwię się buntowi gości: jest drogo i będzie coraz drożej. Niestety, są też miejsca, które ten fakt wykorzystują. Czym innym jest zdrowa marża, a czym innym zaporowa cena – widać to zwłaszcza w softach. 0,3 coli za 14 zł przestaje dziwić, a jednak nadal powinno.
Wszechobecny boom na matchę sprawił, że to właśnie ona była królową tego sezonu, zostawiając w tyle moj ukochany espresso tonic. Pojawiły się również lokale, których właścicielami są influencerzy i youtuberzy – i ten trend cieszy mnie już nieco mniej. Znana z miniaturki na YouTube twarz często przyciąga gości na tyle skutecznie, że jakość przestaje być kluczowa. Nie zawsze oczywiście – ale zbyt często to rozpoznawalność sprzedaje bardziej niż talerz. Zrozumiałe, choć niewygodne w odbiorze.

Najważniejsze gastro wydarzenie 2025 w Krakowie

Kati Płachecka: Bardzo ucieszyła mnie nagroda Michelin Young Chef Award dla Ady Wójcikowskiej z Vamos. Jestem zaskoczona, że nie poszła za tym praktycznie żadna prasa. Być może zawiniło to, że rzecz wydarzyła się w Krakowie, ale to tylko moja lokalna teoria spiskowa. 😉
Dużym echem odbiło się otwarcie Ogród KRK firmowanej przez Maro Kafaro, czyli Marka Rusińskiego. Nagle w samym centrum miasta pojawiła się zielona przestrzeń dedykowana lokalsom – było to dla mnie wydarzenie o pokroju sensacji. Najbardziej jednak cieszy, że to dopiero przedsmak wszystkiego, co będzie się działo w tej przestrzeni w nadchodzących latach. Na to czekał Kraków po zamknięciu Tytano.
Nie będę skromna: udało mi się (współ)zorganizować fajny festiwal kulinarny. Tego nie było w moim bingo na 2025 rok. Gdy odebrałam telefon od Krzyśka Dąbrowy, który zaproponował mi wspólną organizację eventu na Placu na Stawach, nie zastanawiałam się ani sekundy. Okazało się, że gwiazdy sprzyjają, a Prezes placu, choć początkowo sceptyczny, dał nam zielone światło. W niecałe dwa miesiące spięliśmy temat i tak powstały Mlaskoty. Zrobiliśmy dwie edycje w 2025, a na 2026 planujemy aż sześć wydarzeń. Mam nadzieję, że będzie przynajmniej tak samo fajnie.

Kalina Tyrkiel: Mieliśmy w Krakowie w tym roku 2 rodzaje otwarć: głośne, z długim budowaniem napięcia (huczne otwarcie Francy z Maksem Gotowanko u sterów, mieliśmy tam ze znajomymi wspaniałą biesiadę i ciepło wspominam wiele z tych dań), ale też ciche, z zaskoku, jak UDON-SAN ekipy od Kinki Ramen. 
Z festiwali: Mlaskoty to powiew świeżości i przenoszenie ruchu trochę poza centrum, a jednocześnie z poszanowaniem lokalnej społeczności. Festiwal Kawy też ma się świetnie, grudniowa edycja zebrała wielu wystawców z Czech i Słowacji, i takich gości zza pobliskiej granicy chciałabym widzieć u nas więcej.

Kuba Janicki: Niepewny, zdominowany przez rozmowy o kosztach i cenach klimat rynkowy nie sprzyja innowacyjności czy radosnemu celebrowaniu. Ucieszyły mnie bardzo – i nie tylko mnie! – Mlaskoty, ale tutaj nie rozwijam, żeby nie smarować chlebka wazelinką przesadnie. Michelin Rising Star dla Ady Wójcikowskiej oczywiście. Jeszcze kilka fajnych pop-upów w Fornirze, pozytywny zamęt w Ogrodzie Krk, a potem… długo, długo nic. 

Marta Oberst: Pozwolę sobie zająć ten akapit tematem, który – mam nadzieję – będzie wybrzmiewał coraz głośniej. W końcu zaczyna się mówić o nas, osobach pracujących w gastronomii, w kontekście umów o pracę i godziwych warunków zatrudnienia. Goście zaczynają kłaść spory nacisk na wybór miejsc, w których pracownicy są dobrze traktowani, a nasza społeczność – mam wrażenie – coraz głośniej mówi o tym, jak ogromny jest deficyt podstawowych warunków pracy w tej branży. Talerzyki w konceptach gastronomicznych i spodki pod kawę w naszych ulubionych kawiarniach są zbyt małe, by pomieścić warunki zgodne z kodeksem pracy, ale już wystarczająco duże, by dobrze na nich zarabiać. To się musi zmienić.

Kulinarne Podsumowanie 2025 Roku W Krakowie

Najfajniejsze otwarcia i najsmutniejsze zamknięcia 2025

Kati Płachecka: Dwa najmocniejsze otwarcia tego roku to Franca (wyczekiwane) i Haust (niespodziewane). Straciliśmy w tym roku kilka mocnych adresów. Wiele z nich działało naprawdę długo – jak bar wegetariański MOMO, który przyjmował gości przez 25 lat. Najmocniejszy cios zaserwowała nam Zakładka, ze swoim cichym zamknięciem, o którym informowali tylko stałych gości. Po 11 latach odeszła legenda. Choć jeszcze większą legendą była kawiarnia RIO, która funkcjonowała przy krakowskim Rynku od 1959 roku. W Nowej Hucie nie przetrwał lokal Kawa, Kwiaty i Warsztaty – właścicielka była zmuszona zamknąć drzwi po 5 latach działalności. Do wyliczanki dodaję jeszcze pechowe Meat&Go (zamknięte po raz czwarty). Zamknięte zostały również: By the Way, Da Marco, Orsi, Techie’s, Bistro Bene i Nota Resto (mniej więcej tydzień po otrzymaniu rekomendacji Michelin), Piekarnia Dzieża i Hala Forum, choć to ostatnie zupełnie mnie nie zasmuciło.

Kalina Tyrkiel: Sott na Lwowskiej otworzył się końcówką 2024 roku, ale w 2025 roku nawiązałam z nim bliższą relację. To moja nowa ulubiona sąsiedzka kawiarnia, zawsze ze świetnym przelewem, ale też czymś nowym, ciekawym w menu. Doceniam też moją sąsiedzką matcharnię Ayko, która nie tylko ściąga modny (i coraz młodszy ode mnie…) tłum, ale też serwuje pyszne i piękne rzeczy – jakość idzie tu w parze z wyglądem i potencjałem na viral.
Na drugim biegunie instagramowalności jest moje ulubione otwarcie roku: Inoplacki, placki ziemniaczane w szczególnie trudnej lokalizacji, bo w ukrytym przejściu przy Stradomskiej, gdzie do tej pory nic utrzymać się nie mogło. Bardzo mi tego brakowało, czegoś niezobowiązującego, taniego, za to technicznie doprowadzonego do perfekcji. Widzę, że mają ruch, ja sama szukam okazji, żeby wpadać jak najczęściej i sprawdzać, co akurat podają sezonowego. Pyszne, szczere, dostępne gastro, całą sobą im kibicuję! 
Osobna sekcja na transformacje: lokal po Żonglerce zajęło Sacrebleu (które teraz transformuje się ponownie), a w budce po Sacrebleu zagościło Fiu Fiu, gdzie gotują najzdolniejsze nazwiska w mieście. W Fiu Fiu jadłam w tym roku rzeczy, przy których stwierdziłam, że to właśnie tu wyciągają pełen potencjał z krakowskich smaków i talentów.
Zamknięcie kultowego wege baru Momo pokazuje stopniowe odejście od roślinnego trendu. Mam wrażenie, że stopniowo coraz trudniej znaleźć ciekawe menu, które równie poważnie traktuje osoby na diecie bez mięsa. Choć sama jem wszystko, trochę mnie to niepokoi.

Kuba Janicki: Otwarcia roku to charakterny, berliński w vibie Haust, pełna od dnia zero Franca i radosne FiuFiu. Smuci ogromnie zamknięcie ZaKładki – dużo by gadać, ale po prostu szkoda.
Brakuje mi kategorii pośredniej – najsmutniejsze otwarcia, ale tu chętnie pogadam przy kawce lub kieliszku. 

Marta Oberst: Fiu Fiu Bistro. Janek Słowiński jest tytanem pracy, jednym z najlepszych ludzi, jakich znam. Ma niesamowicie otwartą głowę i zasłużył na swoje miejsce jak mało kto. Fiu Fiu jest jak cały Janek – uśmiechnięte, gościnne, przytulające serce, dobre i szczere. Partneruje mu w kuchni Zuzia Hronowska, która w końcu osiadła w miejscu adekwatnym do swojego talentu. Mam wrażenie, że potencjał tej wspaniałej kucharki długo nie był w pełni wykorzystany – i mam ogromną nadzieję, że właśnie na Starym Kleparzu rozwinie fartuch i skrzydła.
Sacre Bleu, czyli Żonglerka 2.0 – na pewno Salwatorianie cieszą się nieprawdopodobnie. Dobra decyzja Elwiny.
Franca – jeszcze tam nie dotarłam, ale kuchnia Maksa Gotowanko zawsze wzbudza emocje. Czasem różne, ale Maks jest pieruńsko zdolny i nie można mu tego odmówić. Odważna też sama ulica – nad Krupniczą krąży jakieś małe fatum
A zamknięcia?
Babka w Białymstoku – nie mogę tego odżałować 😀
I Zakładka. Wciąż wiele pytań, ale to nie nasza rola, by je dziś rozstrzygać. Dajmy temu czas na ochłonięcie.

W tym roku najchętniej chodziłxś do..?

Kati Płachecka: Do sprawdzonych i ulubionych miejsc. Nie ma dla mnie lepszego śniadania w Krakowie niż Be Free na Rakowickiej (choć i u nich zdarzały się w drugiej połowie roku słabsze talerze). Kompletnie zachwycił mnie pomysł na bistro Haust i gdybym miała przyznawać nagrodę dla otwarcia roku, to powędrowałaby ona właśnie na ulicę Berka Joselewicza, w ręce szefa Piotra Sady – praktycznie nie znanego wcześniej kucharza, który pokazuje nam zupełnie nowe podejście do polskiej kuchni. Dość powiedzieć, że udało mu się dokonać niemożliwego, czyli odczarować ludziom karpia. Podobny poziom sensacji na moim podniebieniu wywołała Żonglerka pod władaniem Elwiny Pokrywki, ciągle zamknięta, ale w 2026 ma się to zmienić.
W 2025 pochłonęłam hektolitry zupy Pho, a najlepiej smakowała mi ta z Little Saigon – restauracji, której wciąż nie do końca ufam, dlatego nic o niej nie publikowałam. Udon z kurczakiem czy Bun Bo nie do końca mi tam pasują, ale zupę Pho mają wspaniałą. Bardzo dobra jest też na Straszewskiego w Vietnam’s Noodles.
Moją bezpieczną przystanią był Przystanek Bistro, czyli polska kuchnia w centrum handlowym King Square. Wiem, jak to brzmi, ale gotuje tam szef Tomasz Dziura i robi najlepsze kotlety schabowe w tym mieście. Jak zwykle chodziłam do (lub zamawiałam z) Poco Loco, bo quesadilla z wołowiną i open burrito nie jest w stanie mi się znudzić od 10 lat. 
By nie zbankrutować, często korzystałam z ofert lunchowych – bywałam w Puente, Daigo Sushi, Yoko, Youmiko, parę razy wpadłam do Salute, Restaurant 13, NU, Hello India. Zaskakująco dobre okazały się obiady w Nalej Se!

Kalina Tyrkiel: Kolejny rok utrzymania poziomu w moich osobistych pewniakach. Jednym tchem wymieniam: Molam, Mezzalians, Noah, Kluska na Placu, i moje ulubione Nolio, czyli Nolio Pop. Gości z przyjemnością brałam też do Bufetu, na pstrąga do Ojcowa, do Miso Place, do Wesoła Cafe. Śniadaniowo bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie nowa odsłona Alchemii od Kuchni, są w życiowej formie. W kilku miejscach, którym ufałam, niestety trafiłam na spadek formy. Liczę, że był chwilowy i wrócę sprawdzić!

Kuba Janicki: Ojej, trochę tego było. W trybie non-stop Molam i Rynek 13 pod wodzą nowego szefa, Jakuba Salwy. Potem Bufet i Kropka. NAT Bistro, Salute, FiuFiu, Kapłony. Na kawę Senna i Fornir. I duuużo Dzikiego Wina!  

Marta Oberst: Klasycznie: Karakter, Mezzalians, Senna, Mexican Bistro – które kocham całym sercem – oraz Cechowa. Mało tych wyjść było, ale zdecydowanie muszę pochwalić NOAH. Wyśmienite jedzenie. Płoszą mnie białe obrusy, ale absolutnie każda rzecz, którą tam zjadłam, była po prostu wyborna. Jak dobrze, że na Kazimierzu można tak wspaniale zjeść. I śniadania w Smakołykach – w ramach grzechu. Zawsze warto.

Czego sobie życzysz w gastro na 2026 rok?

Kati Płachecka: Pomysłu na siebie i konsekwencji, bo jechanie na tiktokowych trendach jest bardzo krótkowzroczne. I dajmy sobie już spokój z otwieraniem matcha barów. Przespaliśmy ten trend – jeśli nie liczyć Cafe Belmont (która ma w ofercie też kawę), to pierwsze dwa matcha bary w Krakowie otworzyły się dopiero w drugiej połowie 2025 roku, czyli grubo ponad rok za europejską średnią. Poproszę też o więcej miejsc z kuchnią polską! W końcu mamy przełom w tym temacie: Kluska, Kapłony, Haust, sensacyjna Franca – i trzeba nam więcej!

Kalina Tyrkiel: Zerknęłam na moje życzenia z zeszłego roku, i część się spełniła: jest więcej kuchni innych krajów, choćby etiopskiej, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Niezmiennie chciałabym tego widzieć więcej, a jednocześnie więcej kuchni polskiej, regionalnej, dumy z tego, co robimy najlepiej i co unikalnego przynosimy do stołu. 
Jedzenie na mieście jest coraz droższe, więc życzę sobie i nam dobrego stosunku ceny do jakości. Szczerego, dostępnego jedzenia, niekoniecznie obliczonego na efekt, a po prostu uczciwego. A oprócz tego miejsc, gdzie wszyscy ci zdolni ludzie (których w tym mieście nie brakuje) mogą się swobodnie rozwijać.

Kuba Janicki:
Żeby Maciek Murzyniec wreszcie otworzył swoją knajpę. Żeby było więcej szefowych kuchni. Żeby ktoś zrobił coś zupełnie nowego. Żeby się pojawił nowy, fajny wine bar. Żeby ktoś podjął próbę połączenia dwóch niekompatybilnych światów – gastronomii dla Krakusów i turystów.   

Marta Oberst: Czego sobie życzę? Więcej lokalnych wydarzeń kulturalnych, żebyśmy szanowali się nawzajem i spotykali również w plenerze, a nie tylko przy białych obrusach. I więcej żywego ognia w kuchni 🙂

Kati Płachecka
Obserwuj
Total
0
Shares
Franca

The Best of Kraków Food 2025 – ulubione miejsca Krakowian!

Piętnaście kategorii, tysiące uczestników, setki poleceń. Oto najlepsze restauracje w Krakowie, kawiarnie, street foody, wine i cocktail bary,…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You May Also Like